UPDATE command denied to user 'nflzosnsstrona'@'10.14.20.18' for table 'nfl24_settings' NFL 24 - Twoje centrum informacji o lidze NFL i Futbolu Amerykańskim - Artykuły: P1F: Firma
Nazwa użytkownika
Hasło

Zapamiętać?
Zapomniane Hasło?
Szukaj:


UPDATE command denied to user 'nflzosnsstrona'@'10.14.20.18' for table 'nfl24_articles'
  P1F: Firma
Trzeba przyznać, że ostatni tydzień był leniwy nie tylko dla mnie, ale i całej ligi. Jak zawsze "coś" się działo. Niestety jest tego na tyle mało, że nawet gdybym chciał pisać o sterydach Briana Cushinga, czy chyba najgłośniejszym ostatnimi czasy wyrzuceniu z Oakland JaMarcusa Russella. Pewnie spotkałbym się z komentarzami, że można to było przeczytać już dawno i to na łamach praktycznie każdego serwisu traktującego o NFL. Oto cena publikowania swoich tekstów tylko raz w tygodniu. Zwyczajnie trudno nadążyć za tym co dzieje się za oceanem. Ostatecznie macie powód do zadowolenia, wreszcie możecie poczytać o czymś całkowicie innym. Z drugiej strony dla mnie to nadal ból głowy, wymyślać coraz to nowe tematy, które mogłyby Was w jakiś sposób zainteresować. Jak się z pewnością domyślacie - offseason nie pomaga.

No ale dość narzekania. W tym tygodniu Po Pierwsze Football zejdzie na być może mało interesujące niektórych tematy. Bezpośrednio z samym sportem ma to może niewiele wspólnego. Niemniej jednak dla istnienia ligi potrzebne są pieniądze, a te niestety nie biorą się znikąd. Każda drużyna to jakby nie było firma. Właściwie to korporacja o wielomilionowym budżecie. Oczywiście nie będę was zanudzał cyframi, nazwiskami właścicieli etc. Bardziej chodzi mi o te kwestie, które da się zauważyć bezpośrednio na boisku. Choć niekoniecznie są one tak widoczne jak dwudziestu dwóch graczy biegających za jedną piłką.

***


Tak naprawdę żadna nowość, bo każdy kto śledzi NFL i to co dzieję się w trakcie offseason. Doskonale wie, że to przede wszystkim dwie rzeczy: draft i free agency. Oczywiście pod pojęciem draft nie mam na myśli tylko trwającej trzy dni imprezy. Do tego worka można śmiało wrzucić też wszystkie workouty (czyli to co przed) i wywiady, relację z postępów na pierwszych treningach oraz całą resztę (czyli to co po). Ostatnimi czasy szczególnie ta druga część staje się pożywką wszystkich newsów, analiz, artykuł i czego tam sobie jeszcze nie zażyczycie. Tu tego nie znajdziecie. Mnie bardziej interesuje to dlaczego właśnie ten, a nie inny zawodnik trafia do składu drużyny. Przede wszystkim też to, dlaczego nie jest to tylko decyzja trenera, czy fanów, a również osoby, z której kieszeni wystaje wypchany dolarami portfel.

Bardziej skupię się tu na pierwszoroczniakach, bo chociażby Jets i ich ryzykowne transfery opisałem w jakimś tam stopniu wcześniej. Więc odnośnie wolnych agentów i rynku transferowego za wiele dobrych przykładów nie ma.

Ile razy zastanawialiście się dlaczego drużyny tak często wybierają niekoniecznie najpotrzebniejszych zawodników? Dlaczego Buffalo Bills zdecydowali się na C.J. Spillera pomimo długiej listy problemów z linią ofensywną na czele oraz obecności w ich składzie takich biegaczy jak Fred Jackson i Marshawn Lynch? No i faktu, że w NFL ktoś taki ma bardzo nikłe szanse pociągnąć cały zespół? Ostatecznie może stać się drugim Chrisem Johnsonem, no ale tak naprawdę ilu takich graczy możecie wymienić? Jeśli nie potrafisz dobrze radzić sobie w biegu środkiem, wielkiej furory nie zrobisz. Najlepszy przykład to chyba Reggie Bush.
Z drugiej strony dlaczego Dez Bryant ostatecznie skończył w Dallas i dlaczego argument pod tytułem "Randy Moss" nie miał tu wiele do gadania?

To dwie najlepsze sytuacje obrazujące dwa różne punkty widzenia. Więc pójdźmy po kolei.

Skoro motywem przewodnim tego P1F jest hasło "firma", nie może obyć się bez zarabiania pieniędzy. Nie ma co się oszukiwać, że to właśnie zielone papierki rządzą dzisiejszym sportem zawodowym. Pewnie, istnieją takie ograniczenia jak salary cap i wiążące się z przekroczeniem pewnego limitu kary. Jak jednak pokazują Washington Redskins, ta zasada nie zawsze ma wiele wspólnego z rzeczywistością.
Na czym zarabiają drużyny? Oczywiście na biletach, koszulkach, gadżetach, kontraktach reklamowych i tak dalej. Tylko jak małe Buffalo ma ściągnąć kibiców na kończące się porażką mecze? Jak ma sprzedać koszulki zawodników kojarzących się w najlepszym wypadku z brakiem rażących błędów? Ok jest Jairus Byrd, no ale to niestety wyjątek. Więc nie będę się zbytnio nad nim rozdrabniał, nie to jest tematem.

Innymi słowy taka drużyna potrzebuje twarzy. Kogoś kto będzie na boisku dostarczał tyle emocji, że kibice pofatygują się na stadion. Kimś takim miał być Terrell Owens. Skończyło się jednak bez fajerwerków. Głównie dlatego władze Buffalo zdecydowały się na byłego gracza Clemson. Bez wątpienia w tegorocznym naborze nie pojawił się nikt kto lepiej pasowałby do poszukiwanego przez nich modelu.

Oczywiście to jeszcze bardzo długa droga. Szczególnie w tej dywizji i na tym etapie. Mimo wszystko jeśli Spiller okaże się być takim zawodnikiem, jakim widzi go większość osób w lidze. Istnieje spora szansa, że pomoże swojemu nowemu klubowi również poza boiskiem. Kto wie, być może zakończy to nawet trwające już od kilku sezonów dyskusję dotyczące przeniesienia Bills do Los Angeles.

W porządku, ale o co w tym wypadku chodzi z Dallas Cowboys? Ta drużyna z pewnością nie ma problemów z fanami, gwiazdami, czy pieniędzmi. Zatem dlaczego zdecydowali się na skrzydłowego? Ostatecznie Tony Romo ma do kogo podawać. Fenomenalny w ostatnim sezonie Miles Austin. Mający problemy, ale nadal z pewnością zdolny do świetnej gry Roy E. Williams. Jakby tego było mało jest też jeden z czołowych TE ligi w postaci Jasona Wittena. Dlaczego potrzebują więc Bryanta?

Tak długo jak interesuje się ligą NFL, tak długo razi mnie krótkowzroczność zarówno wśród zwykłych fanów piszących na różnych forach, jak i profesjonalnych dziennikarzy. Bynajmniej nie chcę nikogo obrażać. Wystarczy jednak dokładniej przeczytać szczególnie wszystkie teksty typu mock draft, by zobaczyć to doskonale. Każdy transfer, czy zwolnienie danego zawodnika wiązało się z wyborem jego odpowiednika w pierwszej rundzie. Ostatecznie jednak Steelers pozbawieni Santonio Holmesa nie wybrali skrzydłowego. Dallas po zwolnieniu Flozella Adamsa również nie rzucili się na pierwszego lepszego LT. Kierowanie firmą, drużyną, czy jak to nazwiecie (bo w tym tygodniu śmiało można uznać, że to synonimy), wymaga dobrego planowania, a nie robieniu wszystkiego na bieżąco. Jak to ma się do skrzydłowych Cowboys? Przede wszystkim motywuje do działania Williamsa, który prawdopodobnie zostanie pozbawiony pozycji startera. Do tego znacznie ułatwia negocjacje z Austinem przy jego kontrakcie. Po tym roku mógłby spokojnie zażądać ogromnych pieniędzy, zwłaszcza patrząc na umowę chociażby Brandona Marshalla. Pytanie tylko czy jego statystyki z ubiegłego sezonu nie okażą się być jednorazowym wybrykiem? Jerry Jones - właściciel klubu - znalazłby się w kiepskiej sytuacji. Z jednej strony mógłby podpisać wielomilionową umowę i modlić się by forma jego zawodnika przynajmniej się utrzymała. Z drugiej pozbawić się podstawowego gracza ofensywnego. Trzeba przyznać, że żadna sytuacja nie jest korzystna. Pozyskanie Bryanta nie było więc niczyim "widzi mi się", czy próbą odpokutowania za błąd odpuszczenia Mossa kilka lat wcześniej. Było po prostu świetną inwestycją, która zwróci się nie tylko w momencie kiedy były gracz Oklahomy zaliczy ponad 1000 jardów i 10 przyłożeń. Również kiedy władze klubu usiądą ze swoimi podopiecznymi do stołu, przy którym przyjdzie im negocjować nowe umowy.

***


Skoro natomiast jesteśmy przy pierwszoroczniakach, kontraktach, pieniądzach i oczywiście NFL.
Czy jest wśród czytelników ktoś, kto podobnie jak ja naprawdę niepokoi się kwotami, na jakie opiewają dokumenty podpisywane przez osoby dopiero wchodzące do NFL?

Nie chcę oceniać tych chłopaków i po prostu stwierdzać, że zależy im tylko na pieniądzach. Bardziej winię w tym wypadku ligę, która zwyczajnie nie potrafi w żaden rozsądny sposób powstrzymać nieustannie pogarszającej się sytuacji.

Poczynając od tego, że wszyscy starają się uciekać od pierwszej dziesiątki draftu. Przez fakt, że nierzadko byli zawodnicy NCAA zarabiają więcej niż ich przyszli koledzy, którzy są w swoich klubach od kilku lat. Kończąc natomiast na tym, że cały czas mowa tu o osobach, które w żaden sposób jeszcze się nie sprawdziły.
Matthew Stafford podpisał sześcioletnią umowę, która gwarantuje mu 41.7 miliona dolarów. Jak do tej pory nikt, nawet Peyton Manning i Tom Brady, którzy prowadzili swoje drużyny do mistrzostwa. Nie mogli pochwalić się tak dużą gwarantowaną sumą pieniędzy. Już nawet nie będę mówił, że nikt nie wie co będzie się działo z tym młodym chłopakiem przez 6 lat. Ostatecznie może być w końcu drugim JaMarcusem Russellem, skończyć z kontuzją, czy zrobić którąkolwiek z rzeczy wymienionych na bardzo długiej liście błędów chłopaka ze zbytnio napompowanym kontem bankowym.

Nie ma osoby, która straciłaby takie pieniądze i zwyczajnie wzruszyła ramionami. Wiecie o tym tak dobrze jak i ja. Mimo wszystko tendencja wzrostowa w tym wypadku zdaje się być już stałym problemem ligi.

Nawet jeśli mowa tu o trzydziestu dwóch drużynach, w których gra około pięćdziesięciu zawodników. Przy czym kilku odeszło na emeryturę, kilku zmieniło barwy, kilku zwyczajnie obcięto. Nadal nie robi to miejsca dla 255 nowych twarzy, które zostały wybrane w minionym naborze. Innymi słowy zmarnuje się naprawdę ogromna masa pieniędzy. Bo większa część z tych osób prawdopodobnie nawet nie wyjdzie na boisku w regularnym meczu. Znajdą sobie miejsce w składach treningowych, czy gdziekolwiek indziej. Mimo wszystko nie będą w stanie zarobić na pieniądze, które otrzymają.

Jakby na to nie spojrzeć, to zwyczajnie wyrzucanie dolarów w błoto. Bynajmniej nie dostaną ich weterani, osoby, które odniosły trwałe urazy w skutek uprawiania tego sportu, emeryci, czy nawet jakieś organizacje charytatywne. Trafią do rąk ludzi, którzy zwyczajnie nie sprostali wymogom gry w NFL.

Dziwna sprawa, bo najróżniejsze związki starają się już od bardzo dawna coś z tym zrobić. Jak widać trafiają na ścianę, bo jak do tej pory nikt specjalnie się tym nie zainteresował. NFL staje się coraz bliższe flagowej odmianie footballu, podczas gdy nadal marnotrawi się takie kwoty.
Nie wiem co tak naprawdę planuje zrobić z tym liga. Nie doszukałem się żadnej informacji o konkretnych działaniach. Jak do tej pory były to tylko przypuszczenia lub ogólniki. Więc gdyby ktoś znalazł jakieś konkretne informację, będę wdzięczny za podesłanie linka.

Ta sytuacja dziwi mnie tym bardziej, że według mnie rozwiązanie jest banalne. Ograniczenie długości kontraktu dla pierwszoroczniaka do maksymalnie trzech lat. Nie stworzy to konieczności zmniejszania kwot, a drużynie daje dużo więcej swobody. Mniejsze sumy gwarantowane i możliwość pozbycia się chybionego wyboru bez większych konsekwencji. Innymi słowy wszystkie problemy rozwiązane. Trzy lata to wystarczająco by taki rookie mógł się pokazać. Nawet jeśli nie na boisku, to przynajmniej podczas treningów. No i to dodatkowa motywacja dla zawodników, którzy mogą mieć tendencję do zbytniego rozluźnienia świadomością, że ich przyszłość jest już opłacona.

***


Jeśli jeszcze pamiętacie, dwa tygodnie temu pisałem o tym jak traci na znaczeniu full back. Bynajmniej nie zmieniłem co do tego zdania. Pomyślałem za to, że w tym wydaniu poruszę kwestię jeszcze jednej stopniowo degradowanej pozycji. Będzie to o dziwo MLB (lub ILB - bo skróty bywają różne). O dziwo, bo chyba nie trzeba nikomu mówić kim jest Ray Lewis, Brian Urlacher czy chociażby London Fletcher. Mimo wszystko sytuacja tego typu zawodników przez ostatnich kilka lat diametralnie się zmieniła. Głównie za sprawą dominacji gry podaniem, która wymusza na drużynach zamianę właśnie MLB na dodatkowego CB przy 3rd down. By możliwie jak najlepiej przykryć przeważnie zwiększoną liczbę skrzydłowych. Innymi słowy znajdują się na boisku trochę krócej niż kiedyś. Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że przeważnie nie wywierają takiej presji na QB jak swoi koledzy stojący na końcach linii defensywnej (OLB). Dodatkowo wiele drużyn zaczęło preferować formację 3-4, która jeszcze bardziej zmniejsza wpływ MLB na grę. Spytacie dlaczego? Ano dlatego, że przy grze w ustawieniu 3-4 jeden środkowy linebacker zajmuje się po prostu łapaniem bloku. Oczywiście w tej sytuacji jeden zawodnik błyszczy, podczas gdy drugi musi cieszyć się świadomością, że znacząco wspomaga wynik całego zespołu.

To chyba podstawowe powody, dla których przez wiele lat ta pozycja była mimo wszystko pomijana przez właścicieli. Szczególnie jeśli chodzi o draft. Tu muszę się przyznać, że właśnie on jest jednym z powodów, dla których piszę ten tekst. Konkretnie mam przez to na myśli Rolando McClaina, czyli pierwszego MLB od 2000 roku wybranego w pierwszej dziesiątce.
Drugi powód to kontrakty bardziej doświadczonych zawodników, które podpisali w trakcie trwającej przerwy. Patrick Willis (San Francisco 49ers - 50 milionów dolarów za 5 lat gry), Karlos Dansby (Miami Dolphins - 43 miliony dolarów za 5 lat gry) i DeMeco Ryans (Houston Texans - 48 milionów za 6 lat gry).

Trzeba przyznać, że wszystko wraca na dawny tor. Być może kluby wreszcie zdały sobie sprawę z tego jak ważny dla drużyny jest zawodnik na tej pozycji. Bynajmniej nie ze względu na swoje statystyki. To osoby, które pełnią na boisku podobną rolę do QB. Są kapitanami defensywy, nierzadko zmieniającymi zagrywki. Przeważnie ze swojego miejsca widzą najwięcej, co pozwala robić im to w sposób efektywny. Do tego odpowiednio uniwersalni są w stanie nie tylko zatrzymywać biegaczy, ale także wspierać krycie strefowe i wywierać presję na rozgrywającym. Oczywiście znalezienie osoby zdolnej zrobić to wszystko jest piekielnie trudne. Mimo wszystko warto takiej szukać i nie bać się poświęcić na niej nawet bardzo wysokiego wyboru.
W końcu kto wie kiedy trafi się na następce tak fenomenalnych obrońców jak Dick Butkus, Jack Lambert, czy Mike Singletary.

***


Na samym końcu coś dla tych, którym spodobały się poprzednio umieszczone schematy zagrywek. Dziś ich tu nie znajdziecie. Za to znowu pomówię o "technicznych" aspektach sportu, którym w jakimś stopniu interesujemy się wszyscy.

Co konkretnie na tapecie w tym tygodniu? Pomyślałem, że jako fan drużyny z Pittsburgha, gdzieniegdzie zwanego również Blitzburgh. Pomówię właśnie o tym typie zagrywek, z którego owa drużyna słynie. Mianowicie blitz, blitz i jeszcze raz blitz.



Jest to manewr, zgodnie z którym przynajmniej jeden LB, lub DB dodatkowo kieruje się w stronę rozgrywającego. Generalnie chodzi o to by pokonać linię ofensywną liczebnością i by ta zmuszona była pozostawić kogoś bez bloku. Tym samym otworzyć mu tak potrzebną lukę prowadzącą do gracza znajdującego się za OL.

Oczywistym jest, że każda taka zagrywka wiąże się z ryzykiem pozostawienia kogoś bez ochrony. Tworzą się też wielkie luki między obrońcami w polu. Wymaga się więc od nich niesamowitych umiejętności indywidualnych. Często grają bowiem 1-1. Nawet jeśli nie uda im się więc uniemożliwić złapania piłki, muszą przynajmniej powalić rywala. Zwyczajnie są ostatnią linią obrony i praktycznie każda porażka kończy się przyłożeniem, lub w najlepszym wypadku ogromną ilością straconych jardów.
Dlaczego zatem stosuje się tego typu zagrywki?

To nie tylko sport, ale też fizyka i praktycznie każda inny nauka. Jeśli kojarzycie nazwisko Newton, kojarzycie też prawo zgodnie, z którym jest akcja i reakcja. Przekładając to na realia NFL można uznać, że jedna strona wykonuje ruch (ofensywa), a druga musi się do niego dostosować (defensywa). To atakująca grupa decyduje co robi w danym momencie i to tak naprawdę jej największa przewaga. Zresztą wspominałem o tym również dwa tygodnie temu kiedy pisałem o przemieszczaniu się linii ofensywnej. Więc mam nadzieję, że nie muszę tego znowu tłumaczyć.
Jak ma się do tego blitz?

Blitz odwraca tą prostą zasadę i sprawia, że to defensywa staje się stroną aktywną. Dlaczego? Głównie dlatego, że podczas tego typu zagrywek obrońcy wiedzą gdzie się znajdą, zanim center poda piłkę do swojego rozgrywającego. Nie potrzebują przed swym ruchem analizować zagrywek ludzi po "drugiej stronie piłki".
Dodatkowo ten rodzaj agresywnej obrony ogranicza wszelkiego rodzaju zmyłki do biegaczy, czy pump fake. Te potrafią być natomiast bardzo kłopotliwe i mylące dla znajdujących się daleko graczy secondary.
Co więcej skutecznie zmniejsza się dostępny czas rozgrywającego. Wymusza częstsze stosowanie three step drop, zamiast five, czy seven. To z kolei przekłada się na mniejsze zagrożenie ze strony długich podań. Gra staje się stopniowo coraz bardziej kontrolowana przez obronę. Choć bynajmniej nie wyklucza to ciągłego ryzyka wiążącego się z takim stylem gry. Inaczej w końcu blitz całkowicie wykluczyłby z obiegu najrozmaitsze zagrywki typu Cover 2, 3 itd.

Generalnie jakby na to nie patrzeć blitz to sposób na ograniczenie wachlarza zagrań rywala. Wymuszenie na nim stosowania zagrywek, w których być może niekoniecznie czuje się komfortowo. Wzmocnienie linii ofensywnej dodatkowym TE, lub wpuszczenie na boisko FB, czy RB, który być może niekoniecznie jest takim zagrożeniem, ale potrafi lepiej blokować. Wszystko to ostatecznie przekłada się na dyskomfort strony dążącej do zdobycia punktów. Zwyczajnie nie wymaga się już od niej tylko postępowania zgodnie z planem. Potrzebna jest również ciągła uwaga i reagowanie na działanie obrońców.

Piotr Kuśnierzowski
Pedro@nfl24.pl

Kopiowanie jakichkolwiek tekstów lub materiałów ze strony bez zgody administratorów jest zabronione
UPDATE command denied to user 'nflzosnsstrona'@'10.14.20.18' for table 'nfl24_settings'UPDATE command denied to user 'nflzosnsstrona'@'10.14.20.18' for table 'nfl24_settings'